![]() | ![]() | ![]() |






![]() | Dzisiaj | 53 |
![]() | Wczoraj | 73 |
![]() | W tym tygodniu | 219 |
![]() | Ostatniego tygodnia | 467 |
![]() | W tym miesiącu | 570 |
![]() | Ostatniego miesiąca | 2223 |
![]() | Łącznie ilość odwiedzin | 34930 |
| Pt Wrz 10 TARGI ZOOMARKET |
| So Wrz 11 PORADY W POZNANIU |
| Poradnik dla innych |
|
|
|
|
„Dobry stan” to jeszcze nie DOBROSTAN…
Słowo „dobrostan” pojawia się ostatnio wielokrotnie przy okazji różnych produktów, publikacji i akcji. Można wręcz odnieść wrażenie, że prawie wszystko co znajduje się na półkach sklepu zoologicznego tyczy się ich dobrostanu. Jednak gdyby ktoś poprosił o sprecyzowanie czym ten „dobrostan” tak naprawdę jest i jak się ma do np. sprzedaży szczeniąt czy kociąt w sklepie zoologicznym czy hodowli zwierząt niezdolnych do samodzielnej egzystencji (z powodu zniekształceń związanych ze świadomym doborem genetycznym prowadzącym do kalectwa), czy trzymania 16 kotów w jednopokojowym mieszkaniu o powierzchni 35 m2; lub doprowadzania zwierząt do monstrualnych rozmiarów z powodu przekarmiania czy bylibyśmy w świetle obowiązującego prawa udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi? Niestety, wciąż nie wiele osób ma świadomość, że zapewnienie „praw zwierząt”, które są chronione w naszym kraju poprzez „Ustawę o ochronie zwierząt” z dnia 21 sierpnia 1997 roku nie jest równoznaczne z konstytucyjnym prawem ochrony „dobrostanu zwierząt”. Zresztą nie tylko u nas w kraju, tzw. „prawa zwierząt” i pojęcie dobrostanu rozchodzą się (na szczęście nie w całkiem przeciwnych kierunkach, a w przestrzeganiu w literze prawa…). Jednak pierwsze zdania ustawy budzą nadzieję na przyszłość, a jej regularne uzupełnienia napawają optymizmem (chociażby z czerwca tego roku odnośnie hodowli kurcząt brojlerów – gdzie pada określenie „zapewnienia dobrostanu”). Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą. Człowiek jest mu winien poszanowanie, ochronę i opiekę. (Art.1. Ust.1. Dz.U. 1997 Nr 111 poz. 724)
Od kiedy „zwierzę nie jest rzeczą”? Cóż prawa do posiadania zwierząt i traktowania inwentarza żywego jako elementu dobytku towarzyszą ludzkości od tysięcy lat. Zależały od kultury, jej poziomu rozwoju, a także od religii. Z czasem produkcja i stopień wykorzystania zwierząt intensyfikował się, w dużej mierze wiązało się to z postępem technologicznym i coraz to nowymi wyzwaniami jakie stawiała przed ludźmi postępująca cywilizacja. To już nie jest harmonijna współpraca, gdy krowa wykarmiająca cielę, dokarmiała dodatkowo ludzką rodzinę. Na przestrzeni wieków zwierzę to zamieniło się w mutanta produkującego tysiąckrotnie więcej mleka niż wynika to z jego fizjologicznych potrzeb. Krowa mleczna jest całkowicie zależna od człowieka i uwolniona „na wolność” umarłaby w męczarniach. Nie dziwi więc, że pojęciem dobrostanu najpierw zainteresowano się w aspekcie utrzymania zwierząt gospodarskich, które stanowią podstawę tzw. towarowej produkcji zwierzęcej. Osobą, która po raz pierwszy zwróciła uwagę na cierpienie zwierząt gospodarskich i pomimo zniewag czy obelżywych pseudonimów przepchnęła pierwszą ustawę o ochronie bydła, owiec i koni w 1822 roku w parlamencie brytyjskim, był Richard Martin. Uważa się go także za jednego z założycieli pierwszej światowej organizacji ochrony praw i dobrostanu zwierząt Society for the Prevention of Cruelty to Animals ( w wolnym tłum. Towarzystwa Zabobieganiu Okrucieństwu wobec Zwierząt) w 1824 roku. Od 1840 roku organizacja otrzymała patronat królowej Viktorii stając się w ten sposób RSPCA – jedną z najsłynniejszych organizacji działających na rzecz zwierząt w Wielkiej Brytanii. Jednak aby świat zwrócił wzrok w kierunku dalszych potrzeb zwierząt i zaczął bardziej systemowo chronić prawa zwierząt gospodarskich, musiało minąć następne 140 lat. Dokładnie 10 lat temu zmarła Ruth Harisson, kobieta której książka „Animal Machines” (Zwierzęta maszyny) otworzyła oczy przeciętnemu zjadaczowi schabowego, na niezbyt wyrafinowane techniki kryjące się za kulisami intensywnej hodowli zwierzęcej. Szczegóły dotyczące podstawowych zasad prowadzenia produkcji zwierzęcej w latach 60-tych były tak wstrząsające dla opinii publicznej oraz działaczy życia politycznego, że zaowocowało już 4 lata później pierwszą ustawą związaną z zapewnieniem dobrostanu zwierząt, oraz w 12 lat później specjalną konwencją Europejską zatwierdzoną przez Radę Europy. To dzięki niej zaczęto mówić nie tylko o utrzymaniu zwierząt w warunkach „ponad niezbędne minimum”, ale także o humanitarnej śmierci. W ciągu swojego 80 letniego życia, pani Harisson była świadkiem jak po kolei wykluczano okrutne metody hodowli o których pisała: hodowlę klatkową cieląt czy ciasne stanowiska dla macior, a w ciągu najbliższych 2 lat następuje eliminacja hodowli klatkowej drobiu w Wielkiej Brytanii i Europie. Ta humanistka z wykształcenia, doprowadziła do rewolucji we współczesnym sposobie myślenia o potrzebach zwierząt, kreując zasadę dobrostanu wyrażaną jako ideę 5 wolności. Punktem wyjścia były podstawowe warunki jakie miały spełniać klatki do przetrzymywania zwierząt, a konkretnie dawać swobodę ruchu aby zwierzę mogło: wstać, położyć się, okręcić, być w stanie się wylizać i rozciągnąć kończyny. Zasada 5 wolności
Rewolucyjne zmiany jakie mają miejsce w postępowaniu zootechnicznym w Europie, a także w Polsce w dużej mierze nawiązują do zasad 5 wolności.
Wolność od głodu, nie znaczy prawo do przekarmiania Szacuje się że 30-40% dorosłych zwierząt jest otyłych. Oznacza to, że przez nieprawidłową dietę podawaną przez właściciela, zwierzę cierpi. Co więcej pogarsza się stan jego zdrowia, a nieodpowiednia ilość aktywności ruchowej, w stosunku do ilości dostarczonej ilości energii z pokarmem prowadzi do ograniczenia ruchliwości zwierzęcia. Otyłość jest przyczyną wielu chorób, a także wcześniejszej śmierci zwierzęcia (w porównaniu do zwierzęcia o prawidłowej masie ciała). Główną przyczyną otyłości jest:
Dopiero spełnienie trzech powyższych punktów pozwala na zapewnienie „odpowiedniej diety” dostosowanej do potrzeb zwierzęcia, o której mowa zarówno w ustawie o ochronie zwierząt jak i w zachowaniu dobrostanu. Jednak gdy sporadycznie słyszymy o akcjach odebrania zwierząt z powodu głodzenia, czy słyszał ktoś o interwencyjnym odebraniu zwierząt zatuczonych nieodpowiedzialnym właścicielom?
Wygoda nie jedno ma imię Niestety właściciel kupując legowisko dla psa czy drapak dla kota, rzadko kieruje się wytycznymi od ostatecznych użytkowników. Często kupuje więc zgodnie ze swoim widzimisie, które niestety w połączeniu z nieprawidłowym dobraniem miejsca na te akcesoria, kończy się ich odrzuceniem przez zwierzę. W ten oto sposób nieświadomy swojego działania nadaktywny kociak i rozbuchany szczeniak, skazują się na dożywotni brak własnego miejsca w domu, bo przeważnie właściciel nauczony swoim „doświadczeniem” drugiego legowiska czy drapaka nie kupi… Po osiągnięciu dojrzałości zwierzak zaczyna dążyć do zaanektowania jakiegoś mebla na własność, co kończy się często przejęciem fotela czy kanapy oraz związanymi z tym skutkami (zapach, sierść, zniszczenia). A przecież wystarczyłoby nieco wkraść się w psychikę zwierzaka, połączyć to z odpowiedniej wielkości akcesorium, położonym w odpowiednim miejscu i czasie. I wszyscy byliby szczęśliwi, a zwierzę na pewno wolne od stresu. Twierdzenie że „on ma własny fotel”, jest przyznaniem się do niewygospodarowania odpowiedniego miejsca dla czworonożnego przyjaciela w domu.
To się stało wczoraj… Wciąż niestety dość często do lecznic weterynaryjnych przychodzą właściciele ze zwierzętami skrajnie wycieńczonymi, ze zmianami które są efektem wielu dni a nawet tygodni zaniedbań, twierdząc że „on tak to od wczoraj…”. Od kilku lat na zachodzie powstają protokoły oceny stanu zwierzęcia, pomagające stwierdzić lekarzowi jak bardzo właściciel łamie zasady zachowania dobrostanu zwierzęcia. Powoli też prawo w niektórych krajach będzie pozwalało na interwencyjne przejmowanie nie tylko zwierząt będących ofiarą jawnej agresji czy okrucieństwa człowieka, ale także w wyniku zaniedbań wynikających z innych powodów. Jeżeli decydujemy się na zwierzę to obowiązuje komplet działań profilaktycznych i minimum jedna wizyta u weterynarza rocznie, nawet z całkiem zdrowym zwierzęciem. W przypadku psów i kotów powyżej 7 roku życia (tzw. SENIORÓW), co roku należy robić podstawowe badania laboratoryjne krwi i moczu, a powyżej 10 roku życia nawet co pół roku. Tylko takie działania pozwoli odpowiednio szybko i skutecznie podjąć działania lecznicze w starzejącym się organizmie psa czy kota i zapewnić mu odpowiednią opiekę weterynaryjną także w jesieni życia. Należy pamiętać, że zgodnie z obowiązującą ustawą o ochronie zwierząt „porzucanie zwierzęcia, a w szczególności psa lub kota, przez właściciela bądź przez inną osobę, pod której opieką zwierzę pozostaje” jest karalne, a brak środków finansowych na leczenie zwierzęcia nie jest tu wymówką. Innym zagadnieniem jest fakt że wciąż znikoma ilość zwierząt jest trwale oznakowana co pozwala na ich identyfikację. Jednak akcje „chipowania” dofinansowane przez miasta daje nadzieję, że wkrótce przynajmniej większość psów będzie oficjalnie miało właściciela, który będzie odpowiadał za jego: kupy, włóczęgostwo i będzie płacił podatki….
„Normalny pies nie szczeka…” Tak kiedyś mnie przekonywała pani zostawiająca swojego beagle’a na 12 godzin, zdumiona zniszczeniami w domu i nerwowym zachowaniem psa na spacerze. Chciała aby czekał na nią grzecznie na legowisku cały dzień, na wyciąganej smyczy chodził przy nodze, a na widok innego psa siadał i pytał o pozwolenie czy może pójść się przywitać. Pies i kot mają pewien zestaw bardziej i mniej standardowych zachowań z którymi właściciel musi się liczyć. Decydując się na zwierzę, niekoniecznie nawet rasowe należy poradzić się specjalisty odnośnie dobrania go do naszego temperamentu i trybu życia. Mieszkając w centrum miasta i pracując po 10 godzin nie kupujmy psa zaprzęgowego, chyba że z ręką na sercu będziemy co najmniej co 3 dni z nim jeździć na rowerze lub biegać w trasy po kilka kilometrów (chociaż niektórym to nie wystarczy). Jeżeli nie lubimy czesać, nie bierzmy kota długowłosego – albo zatrudnijmy mu opiekunkę do czesania – bo kot z kołtunami męczy się i choruje. Decydując się na zwierzę róbmy to świadomie, tak aby ani ono ani my z nim się nie męczyli. Zwierzę wymaga prawidłowego wychowania, pielęgnacji i opieki przez całe swoje życie. Życie które dzięki opiece weterynaryjnej i dopasowaniu żywienia, oraz coraz większej świadomości właścicieli i hodowców staje się coraz dłuższe (w stosunku do lat 70tych życie psów i kotów stał się średnio prawie dwukrotnie dłuższe). Szacuje się, że ponad połowa psów i kotów to zwierzęta dojrzałe i starsze, które wymagają innej diety, smakołyków, a nawet zabawek. Rzadko kiedy właściciel jest świadomy tego, że starsze zwierzę też wymaga specjalnej opieki, o tym jak powinien urozmaicać środowisko i karmić seniora powinien dowiedzieć się w sklepie zoologicznym.
Nuda stresuje Smutna prawda. Nuda, brak aktywności, krótkie spacery, brak urozmaicenia środowiska (odpowiednich zabawek) to wszystko czynniki składające się na narastające poczucie stresu u zwierzęcia, który skraca ich życie. Zwierzę potrzebuje kontaktów socjalnych z innymi osobnikami lub bardzo intensywnych kontaktów z ludźmi. Często obserwuje się szczególnie u starszych psów które miały doskonały kontakt z rodziną, że zwrotnym punktem może okazać się pojawienie w domu nowego członka (dziecka czy innego zwierzęcia). Brak wtedy prawidłowych działań połączonych: diety dla seniora wraz terapią behawioralną i urozmaiceniem środowiska, może skończyć się ekspresowym zestarzeniem się „z dnia na dzień” dotychczas tylko sędziwego psa. Ten dość często przywoływany przykład opisuje skomplikowany proces, który oddaje kruchą rzeczywistość jaką staramy się budować naszym zwierzętom, aby zapewnić chociaż minimalny dobrostan. Podczas gdy zapewnienie dobrostanu, gwarantuje dobry stan zwierzęcia; nie zawsze dobry stan zwierzęcia odzwierciedla zapewniony dobrostan... |